Obóz „Zgoda"
w Świętochłowicach

Deportacje Ślązaków

Zajęcie Górnego Śląska przez Armię Czerwoną nie przyniosło mieszkańcom oczekiwanego spokoju, lecz kolejne cierpienia – kradzieże, gwałty, często również śmierć. Podczas konferencji jałtańskiej alianci zgodzili się na wykorzystanie przez ZSRR ludności niemieckiej do pracy przymusowej jako formę reparacji wojennych. Na tej podstawie Państwowy Komitet Obrony ZSRR w lutym 1945 roku wydał rozkaz o internowaniu wszystkich Niemców w wieku od 17 do 50 roku życia. Formalnie miała to być mobilizacja i sformowanie w brygady robocze, a więc zatrzymanym nie musiano przedstawiać żadnych zarzutów. Aresztowaniami zostało objęte przedwojenne województwo śląskie oraz dawna rejencja opolska, lecz zdarzały się także przypadki zatrzymań na terenie Zagłębia Dąbrowskiego.

Deportacje Ślązaków - historyczne zdjęcie
Deportacje Ślązaków - historyczne zdjęcie

Część aresztowanych została przeznaczona do wywózki w głąb ZSRR. Wśród nich znaleźli się Ślązacy, Polacy, Niemcy oraz przedstawiciele innych narodowości - sabotażyści i dywersanci, uczestnicy powstań śląskich, żołnierze Wehrmachtu i Armii Krajowej, członkowie PPR i innych organizacji komunistycznych oraz socjalistycznych, miejscowa ludność niezaangażowana politycznie, a nawet byli więźniowie niemieckich obozów i repatrianci z Europy Zachodniej. Największą grupę stanowili młodzi i zdrowi górnicy, nie brakowało jednak osób poniżej 17 i powyżej 50 roku życia oraz kobiet. Szczególne nasilenie akcji skoncentrowało się w miastach Bytom, Gliwice i Zabrze.

Zatrzymywanie przyszłych pracowników przymusowych przybierało różne formy – aresztowania w domach według przygotowanych list, po donosach sąsiadów, wezwania pod groźbą sądu, propozycje dobrze płatnej pracy w ZSRR, a także zatrzymania i wywózki prosto z zakładów lub kopalń oraz z ulic. Na terenie przedwojennego województwa śląskiego do pomocy wykorzystywano Milicję Obywatelską, Urząd Bezpieczeństwa, a niekiedy członków Komitetu Wolne Niemcy. Przed deportacją zatrzymanych osadzano w trzech dużych obozach zbiorczych NKWD – w Łabędach, Mysłowicach i Oświęcimiu – oraz w licznych mniejszych podobozach, nierzadko wykorzystywanych wcześniej przez III Rzeszę.

Akcja rozpoczęta w lutym zakończyła się w kwietniu 1945 roku.

Transport, miejsca i warunki pracy przymusowej

Niemal każdy z zatrzymanych sądził, że będzie wykonywał prace porządkowe na terenach przyfrontowych i potrwają one najwyżej kilka dni. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

Część osób nie przeżyło transportu koleją w fatalnych warunkach. W wagonach nie było żadnych urządzeń sanitarnych, a jedynie dziura w podłodze. Wyżywienie zależało od konkretnego transportu – zdarzały się dwa bochenki spleśniałego chleba i wiadro wody co dwa dni na cały wagon (80–100 osób), inni mieli więcej szczęścia i otrzymywali dwa posiłki dziennie, nie zawsze gotowane (surowe ziemniaki i groch). Pociągi były strzeżone przez wojska NKWD, a wagony na stałe zamknięte. Doskwierał chłód (wagony nie były ogrzewane lub drewno do niewielkich piecyków kończyło się po dwóch–trzech dniach), brak było jakiejkolwiek opieki medycznej.

Deportacje Ślązaków - historyczne zdjęcie

Deportowani pracowali w różnych miejscach ZSRR, głównie jednak w kopalniach Zagłębia Donieckiego, rzadziej na Uralu, Syberii, Kamczatce, w Kazachstanie i na Białorusi. Na miejscu czekał ich typowy los łagiernika i wyczerpująca, ciężka praca w warunkach znacznie bardziej prymitywnych niż na Górnym Śląsku. Do tego dochodziło marne wyżywienie i złe warunki bytowe. Stosunek strażników najczęściej był poprawny, choć zdarzały się przypadki złego traktowania, zwłaszcza przez Ukraińców. Pomoc lekarska była albo niedostępna, albo na bardzo niskim poziomie. Ucieczki z miejsc zesłania zdarzały się bardzo rzadko – wydostanie się poza granice ZSRR było bardzo trudne, do tego dochodziła obawa o rodzinę pozostawioną na Śląsku.

Reakcje na Śląsku

Wywóz licznej i wykwalifikowanej grupy ludzi oraz całych linii produkcyjnych i maszyn w dużej mierze unieruchamiał śląski przemysł. Niektóre kopalnie musiały wstrzymać wydobycie na kilka miesięcy, nie uruchamiano z powrotem również części hut. Obsada zakładów na terenie przedwojennego Górnego Śląska w marcu 1945 roku sięgała 50% kadry przedwojennej. Jeszcze gorzej wyglądała sytuacja w dawnej rejencji opolskiej.

Po pewnym czasie władze polskie rozpoczęły starania o powstrzymanie kolejnych wywózek oraz powrót deportowanych do domów. W sprawę zaangażował się m.in. ówczesny wojewoda śląski, Jerzy Ziętek, któremu udało się uchronić przed wywiezieniem kilkuset zatrzymanych. Był on też inicjatorem powołania Komisji ds. Ujawniania Polaków w Sowieckich Obozach Pracy. Z kolei Polski Związek Zachodni od końca 1945 do lutego 1947 przeprowadził rejestrację mieszkańców Śląska wywiezionych na wschód – zarówno cywilnych, jak i byłych żołnierzy Wehrmachtu. Interesowano się głównie Górnoślązakami uznanymi za Polaków i to o ich powrót zabiegano.

Działania polskiej administracji napotykały na obojętność lub niechęć władz sowieckich. Dopiero w lipcu 1945 interwencje na szczeblu lokalnym i centralnym przyniosły pierwsze ograniczone rezultaty, gdy na Śląsk powróciły pierwsze transporty zwolnionych robotników przymusowych – głównie osób starych i chorych. Jest bardzo możliwe, że strona radziecka uznała zwolnienie części górników jako korzystne dla siebie, oczekując na dostawy węgla z polskich kopalń. Nadal jednak władze sowieckie robiły wszystko, aby jak najmniejsza liczba osób opuściła obozy pracy; na początku 1946 Wiaczesław Mołotow stwierdził nawet, że wszyscy internowani obywatele polscy zostali już zwolnieni.

Polskie działania nie doprowadziły do masowych zwolnień; co jakiś czas wracały niewielkie grupy deportowanych. Ostatnie osoby zostały zwolnione dopiero w latach 50. XX wieku.

Liczba deportowanych i ofiar

Dane dotyczące osób wywiezionych do ZSRR są różne. Ministerstwo Ziem Odzyskanych w lutym 1947 roku szacowało, że poza krajem znajduje się 59 350 autochtonów ze Śląska, większość w ZSRR. Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków w Radzionkowie szacuje grupę aresztowanych na co najmniej 40 tysięcy osób. Czasem pojawiają się liczby nawet 90 tysięcy wywiezionych.

Nie ma również dokładnych danych, ile osób wróciło na Śląsk – przypuszcza się, że jedynie 20%. Z rejencji opolskiej z 16 tysięcy wywiezionych powróciło 3 tysiące. Brak pozostałych wynika z wysokiej śmiertelności wywiezionych, nieustalonego miejsca pobytu oraz faktu, że część deportowanych wyjeżdżała od razu do powojennych Niemiec. Do września 1949 roku wróciły 5603 osoby, z czego tylko 1645 znajdowało się na wcześniejszej liście górników – obywateli polskich, wydanej przez Centralny Zarząd Przemysłu Węglowego. W połowie 1949 roku polska ambasada w Moskwie nadal wnosiła o zwolnienie 8328 osób.

W okresie PRL Tragedia Górnośląska i deportacje do ZSRR były tematem tabu. Dopiero po 1989 roku możliwa stała się dyskusja na ten temat oraz upamiętnienie ofiar.

Deportacje Ślązaków - historyczne zdjęcieDeportacje Ślązaków - historyczne zdjęcie

Strona została zrealizowana na zlecenie Gminy Świętochłowice

Świętochłowice

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących
z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego

w ramach realizacji zadania:

„Miejsca pamięci i trwałe upamiętnienia w kraju – prace remontowe, badawcze, edukacyjne 2025"

Całkowita kwota dofinansowania zadania: 257 360,00 zł